niedziela, 26 marca 2017

Street Style again

Po ostatnim moim poście Moda jest na ulicy, parę z was zechciało się na poruszony w poście temat wypowiedzieć. Super.
Poczyniłyście uwagi, że w Polsce jednak w pewnym sensie moda uliczna raczkuje. Nie mamy tej odwagi, pewności siebie w jej prezentowaniu jak czynią to mieszkanki europejskich metropolii.
I macie rację.
Przeglądam z ciekawości co tydzień Instagramowe konta. Ciekawi mnie co się dzieje w ulicznej modzie na świecie i Polsce. I wrażenie ciągle to samo.
O ile niejednokrotnie moda ulicy w NY czy Londynu jest dla mnie niezrozumiała i bardzo "pojechana" o tyle w Polsce jest.. nudna.
Nudna nie znaczy czarna czy szara. Nudna znaczy, wystylizowana do granic przesady, wcale nie na ulicę, a raczej do dyskoteki, na wesele, do jednorazowego zdjęcia na Instagram. Sztuczna, bez ulicznego luzu.
Wszak mają być to stylizacje do szkoły, pracy, na zakupy, kawę, spacer.
No sorry, chyba, że większość biega w tapirze na głowie, koralach i butach na 10-centymetrowym obcasie do sklepu.
Dziwią mnie te "stylówki", bo prezentują je z reguły młode dziewczyny. Nie mówię, że powinniśmy biegać z aparatem po ulicach, i ciągle się fotografować. Ale pozowane foty na tle własnej szafy, przed lustrem bądź co najwyżej na schodach.... hmm.
Wiem, wiem, chodzi o strój powiecie, ale skoro ma być to fashion street to fajnie zaprezentować się właśnie na ulicy w tłumie.. No może nie bardzo licznym, ale jednak ;-)

A poniżej dowód, że każde warunki na zdjęcia streetstylowe są dobre ..;-);-)
                                            
                                                Moje foty i stylizacje z.. XXwieku!!;-))




                                                               

                                             
                             
                       a poniżej  XXI wiek, coś tam w trendach, ale głównie wygodnie, na luzie i po swojemu ;-)












niedziela, 19 marca 2017

Moda jest na ulicy ..;-)

Ameryki nie odkrywam, kiedy powiem, że najtrudniej zdefiniować rzeczy najprostsze. Szukałam jak najtrafniejszego opisu i nazwania na własny użytek stylu, który lubię. Z mnóstwa określeń, wybrałam jedno.
Zdanie - Buduje wizerunek miasta i stanowi nierozerwalną część konkretnej przestrzeni miasta. - idealnie według mnie definiuje miejski styl w modzie tzw. street style.
Czyż nie jest to prawda? 
Trudno polemizować z tym stwierdzeniem. Street fashion w sposób szczególny zaistniał w miastach, stając się stylem miejskim.Trend taki musiał się narodzić, aby w wersji złagodzonej przenieść modę z wybiegów do swobodnego codziennego noszenia . 
Życie z czasem, jak często to bywa, przerosło rzeczywistość. Znani projektanci, Tommy Hillfiger czy Marc Jacobs zaczynali swoje kariery od obserwacji ulicy.
Kiedy przegląda się zdjęcia z ulic NY, Paryża czy Londynu to.. dech zapiera. Jak zindywidualizowana jest ulica i z jaką niesamowitą wyobraźnią się nań spotyka ludzi ubranych. Ekstrawagancja, ale i niesamowite pomysły na siebie oraz odwaga w noszeniu ich cieszy oko, ech lubię to! Wynika to zapewne stąd, że mamy coraz większą  potrzebę podkreślania swojej tożsamości..
I jeszcze coś, co króluje w tym stylu. Ogromna autentyczność, luz, nonszalancja, swoboda z jaką właściciele tychże looków prezentują.
Powiedziałabym więcej, cechą zasadniczą i jego powodzeniem jest to, że posiadaczki tego stylu rzeczywiście  ubierają się tak na co dzień: na spacer, do pracy, na randkę, na kawę. 
Umiejętne wyłowienie z najnowszych trendów czegoś indywidualnego dla siebie, i połączenie z tym co już jest w naszej szafie, daje fajne poczucie spersonalizowanego looku.
Na pewno musi być tożsamy z nami. Strój prezentowany tylko do zdjęcia na bloga to byłaby niemalże profanacja ;-)) 
Ech ta moda, łatwa i zarazem trudna w odbiorze.

Wrzucam parę moich zdjęć na dowód, że mój street style nie istnieje od wczoraj i że zdjęcia "miejskie" robię od.. zawsze ;-)))
Udane lub mniej udane, ale własne. ;-P

gdzieś w Krakowie


w moim mieście, kiedyś latem..


  









piątek, 17 marca 2017

Kobiecość....

Niech ktoś mądry "ukuje" w końcu jedną definicję kobiecości!
Co to znaczy kobieta, kobieca?? Wiem, pytanie z kategorii retorycznych. Odpowiedzi brak, lub raczej, tyle odpowiedzi ilu ludzi.
Pogląd na temat kobiecości zmienia się wraz z wiekiem, panującą aktualnie modą i nowo poznanymi osobami, przynajmniej u mnie.
To ostatnie zawsze mnie zaskakuje, kiedy poznaję interesującą dziewczynę i zmienia radykalnie swoją osobą moje już ugruntowane poglądy.

Przykład: kiedyś za kobiece uważałam głównie opalone blondynki w obcisłych sukienkach i wysokich szpilkach noszonych od rana do wieczora. Dzisiaj już takie kobiety nie robią na mnie specjalnego wrażenia. Prędzej obejrzę się za dziewczyną w fajnych balerinach, lub nawet trampkach, do ciekawie skomponowanego stroju. Dzisiaj może za bardziej kobiecy strój uważałabym smoking niż czerwoną sukienkę i szpilki.
Stereotypy w postaci szpilek, czerwonej szminki, dużego sztucznego biustu chyba jednak w niektórych kręgach pokutują nadal;-)
W modzie jednak nastał czas wręcz idealny. Przełamywanie schematów stało się polem do popisu dla tych kobiet, które nigdy nie widziały się w dobrze skrojonych kostiumach.
Ale czy tak naprawdę czerwona szminka, obcasy, mini, stanowiły kiedykolwiek o sile kobiecości?
U fajnej i uznanej blogerki modowej Gosi Boy swego czasu przeczytałam, że kobiecość w stroju to ..koszula!
I jak najbardziej bym się z tym zgadzała.



A co z osobowością?
Kiedy do programu "Siła kobiet" kazano przynieść mojej ulubionej aktorce Magdzie Cieleckiej jakiś jej atrybut, atrybut jej kobiecej siły. Przyniosła.. siebie!!
I też tak to widzę. Atrybutem kobiecości jest dla mnie sam charakter i osobowość kobiety. Jeżeli jest już na tym etapie, że "ogarnęła" samą siebie, czyt. zaakceptowała, to zapewne stać ją już na bycie asertywną i empatyczną zarazem. To idealne połączenie.
Gdybym miała poszukać i wskazać jakiś jeden przykład "kobiecej kobiety" z tzw. "okienka telewizyjnego" to zapewne byłaby to Grażyna Torbicka. Dziennikarka mająca swoją pasję od wielu lat, którą doskonale zgrała z byciem żoną jednego męża. Pewna siebie, ale nie nachalna w głoszeniu swoich poglądów.
Do tego, co tu dużo mówić, zawsze świetnie ubrana.
Wy zapewne macie swoje typy, a może same siebie uważacie za ultra kobiece! I to byłoby cudowne!
Ja kobieca bywam, ale dążę żeby "być";-)
Och, całe życie ciężka "robota" nad sobą!

niedziela, 12 marca 2017

Bezpiecznie na pasach ;-)

Bardzo się cieszę, że wśród wzorów sezonu wiosna-lato znowu królują.. pasy, paski, paseczki. ;-)
Ja mam wprawdzie wrażenie, że nigdy się z nimi nie rozstaję, bo po prostu lubię je od zawsze.
Mam jakieś dziwne przekonanie, że odmładzają!!
A w tym sezonie dodatkowo paski królować będą wszędzie, w stroju i akcesoriach. Kto lubi ten wzór będzie mógł szaleć;-)
Ja jakoś specjalnie nie szaleje, ale mam swój własny street-style, jak zawsze przywdziewam się na
"swoją modłę". Paski to niewątpliwie mój must have ;-))
Paski, pasy, paseczki i.. kawa ;-)












sobota, 11 marca 2017

Fajna dziewczyna z sąsiedztwa..

Fajnie jest widzieć jak się komuś udaje. W kraju w którym narzekanie jest niemalże obowiązkowe, hejt stanowi dla wielu treść życia, zazdrość idzie często w parze z zawiścią, trzeba chwalić podwójnie;-)

Ostatnio chwaliłam dziewczynę,  za którą zmyto mi głowę, pomimo, że jej kanał rośnie w obserwatorów, a filmiki są bardzo profesjonalne. Zyskuje dzięki temu wiele pochlebnych komentarzy. I to nie w ilości 30... ale 300 ;-) Dzisiaj chwalę następną. Tym razem może będę miała więcej szczęścia i odezwie się ktoś, kto podzieli moją opinię;-)
Oczywiście żartuję. Jestem taką "babą", której nie zrażą negatywne opinie, jeśli uważam, że to co piszę ma sens. Wspólny mianownik obydwu blogerek jest taki, że oglądając je po raz pierwszy nie zyskały wcale mojej  sympatii. Ale po raz  trzeci już tak!
Dzisiaj słów kilka, o dziewczynie, którą raczej doskonale znacie, o Jessice Mercedes.



Znowu rozbita rodzina, która była w obu przypadkach zachętą do osiagnięcia czegoś lepszego w życiu niż tylko do narzekania na zły los.

Dla wielu nastolatków wiek 13-stu lat to czas nauki i zabawy. Okazuje się, że można już pracować i zarabiać na swoje własne potrzeby. I to z tej kategorii dziewczyn jest pani Mercedes!
Ponieważ urodziła się w Niemczech to chyba pracowitość i ten słynny niemiecki ordnung nabyła od dziecka.
Potraktowała dosłownie "mamine", że jak chce mieć fajne ciuchy to musi na nie zarobić...
I pracowała, w hipermarkecie i jako opiekunka w amerykańskiej rodzinie, jako kelnerka w rodzinnej restauracji.
W wieku 18 lat założyła firmę. Od 5 lat prowadzi bloga modowego. Inspiracją byli dla niej ówczesni topowi blogerzy Bryan Boy i Tavi Gevinson, która już jako 13-latka zasiadała w pierwszych rzędach na liczących się pokazach mody. Niezłe wyzwanie dla 16-letniej wówczas Jessici. Na pierwsze pokazy jeżdziła za własne zarobione pieniądze, sypiajac wprawdzie w tanich hostelach, ale za to na pokazach siedziała w pierwszych rzędach. Niedługo trzeba było czekać aby wzmianki o niej pojawiły się w takich pismach, jak Vanity Fair, Vogue, Grazia, Elle czy Glamur. Która z blogerek modowych by sobie tego nie życzyła? ;-)

Bloga już przekształciła w personalny portal modowy www.jemerced.com pokazuje na nim relacje z pokazów mody, przeglądy shoppingowe, zdjęcia streetstyle'owe. Współpracuje z Anią Rubik.
Zapraszana jest na największe pokazy mody, fashion week w NY, Paryżu czy Mediolanie. A czemu nie?
Marzenia są po to by je spełniać. Na razie to, a później może studia związane z modą i  posada naczelnej francuskiego Vogua! Kto zabroni marzyć? ;-)

Młodym dziewczynom, które ciężko pracują na swój sukces życzę zawsze wszystkiego co najlepsze.
Wspieram dobrym słowem, bo wiem, że niełatwo w dzisiejszym świecie  przebić się i zyskać szacunek.
Szczególnie w Polsce.
Patrząc na moje córki, które osiągają wszystko własną pracą, mam duży szacunek dla takich młodych ludzi.
Wiadomo każdy na swoją miarę.

Pod zdjęciem zamieszczonym wyżej Jessica zebrała sporo niepochlebnych komentarzy na temat.... butów.
Dla mnie cudna stylizacja, a buty od Gucciego rewelacyjne!!
Ale tak sobie myślę, że jednak modę trzeba chociaż trochę  "rozumieć" ;-)) Takie dziewczyny inspirują i poszerzają horyzonty, te modowe, a może nie tylko.....


.




poniedziałek, 6 marca 2017

Trend a'la ja!

Och, jak wygodnie biegać po mieście w tym, w czym prawie idealnie się czuje.. na dziś.
Może jutro założę buty na obcasie i obcisłą kieckę, by poczuć się mega kobieco!
Ech, te nasze nastroje.
Ale dzisiaj dobrze się czuje w "babcinych" wygodnych mokasynach
, przewiewnej koszuli, "znoszonym" wiecznie modnym  trenczu i bardzo prostych w kroju spodniach.
                                     
                                           Moja moda, moje trendy a'la ja!!!;-))        )













niedziela, 5 marca 2017

Woman for women...

Jak cię widzą, tak cię piszą...moja Kasia podsumowałaby mnie zaraz ironicznie (jak to młodzi) Ela Coelho ;-)
Rzeczywiście hasełko stare jak świat i ogólnie wszystkim znane. Z  reguły też wiemy, że dotyczy wypastowanych butów, schludnego stroju itd.
Ale ja nie o tym. A o czym?

Żeby było prościej podeprę się jeszcze stwierdzeniem mojej ulubionej prezenterki, dziennikarki,  Grażyny Torbickiej. Zapytana w którymś z wywiadów, o swój raczej  minimalistyczny strój rzekła - Zbyt częste zmienianie garderoby i nakładanie różnych stylów na siebie uznaję za objaw nerwicy i ogromnej niepewności siebie.
Mocne, słuszne?


Lubię przyglądać się ludziom, nawet nie w sensie stroju, co zachowań, reakcji na pewne sytuacje. Lubię znać ludzkie poglądy i zdanie na wiele dziedzin życia. Szczególnie kobiet.
Zawsze mam ogromna radochę kiedy spotykam ludzi, a w szczególności kobiety kompatybilne.
Gdzie strój, zachowanie, współgra z osobowością. Mam wówczas pewnego rodzaju spokój w odbiorze.
Gorzej kiedy widzę jakiś chaos, rozedrganie i niespójność. Z jednej strony strój wyzywający, na bogato
lub z kategorii  biegnę na casting do Bollywodzkiego filmu a z drugiej olbrzymia niepewność siebie.
Charakterystyczna scena - kobieta w krótkiej mini, dekolt do pasa, szpilki 15cm w środku dnia.
Trzepie rzęsami , robi dziubek i uroczo dziwi się, że zwraca uwagę, tudzież wzbudza ironiczne uśmieszki.
Oczywiście to przykład skrajny, ale zapewne doskonale wiecie o co mi chodzi.
Inny przykład, który mnie na dłuższą chwilę zastanowił.

Jakiś czas temu opublikowałam post na temat postawy pewnej blogerki- Olfaktorii .
Wzbudził on u wiekszości bardzo negatywne opinie, jedna z czytelniczek powątpiewała i w moja inteligencję, więc niejako rykoszetem oberwałam i ja!
Ci którzy mnie troche znają wiedzą, że negatywne acz konstruktywne opinie na  mój  temat czy moich pogladów, postów, nie stanowią dla mnie żadnego problemu.
Z bardzo prostego powodu. Co jakiś czas ja sama robię sobie research swoich przemyśleń, zachowań, itd więc jestem swoim najlepszym krytykiem ;-))

Ale wracam do meritum. Zdziwiło mnie, że owa blogerka stanowiła dla czytelniczek (szczególnie niektórych) takie żródło negatywnych opinii. Czyżby szczerość nie była pożądaną cechą?
A na to chciałam głównie zwrócić uwagę. Nie podzielam jej wszystkich poglądów, z niektórymi nie zgadzam się w ogóle, ale jak najbardziej doceniam szczerość i odwagę w mówieniu rzeczy niepopularnych.
Zarzuciłyście jej żle pojmowaną przebojowość, bezczelność. Proszę nie obraźcie się, ale dla mnie taka opinia świadczy o powierzchowności  niektórych ocen. Zastanawiałam się jak można tak "zjechać" drugą kobietę na podstawie paru faktów. O wyciaganiu fałszywych wniosków i niezrozumieniu tego co mówi w swoim filmikach czy pisze w postach, nie wspomnę.
W taki sposób rodzi się zła opinia i plotka. Ktoś coś obejrzy, przeczyta, i nie zrozumie lub zrozumieć nie chce, ale wyraża opinię, oczywiście negatywną. Przykład ? Blogerka nie ceni zbytnio mężczyzn mało przedsiębiorczych, pracujacych na etatach i zarabiających tzw. średnia krajową, jedna z opinii w zwiazku z tym brzmiała, że blogerka nienawidzi mężczyzn...Ot logika...  .A dla mnie dziewczyna  jest przykładem pewnej spójności, mówi co myśli, mówi jak na dzisiaj postrzega świat i swoje życie. Ja to cenię!!
Nie oceniam jej postrzegania świata, ale cenię wiarygodność.
Z czym mamy problem w ocenie innych osób? Czyżby chodziło o projekcję?
Co jest istotą projekcji?
 Jest to przypisywanie innym ludziom swoich własnych negatywnych cech, uczuć lub motywów postępowania, które zostały wyparte ze świadomości i funkcjonują w przestrzeni podświadomości. Inaczej mówiąc, przedmiotem projekcji są te „kawałki” naszego Ja, z którymi z jakichś powodów się nie utożsamiamy. Jaki jest tego efekt? Złość i poirytowanie w kontakcie z drugą osobą, a nawet na samą myśl o niej.(http://terapia.pozaschematy.pl/) 

Może niejedna czytelniczka chciałaby mieć wiecej odwagi w głoszeniu swoich pogladów, a w zwiazku z tym,  że jej nie ma, neguje tych co takową odwagę posiadają.
Trudny temat, ale wart zgłębiania, poznawania siebie,  to dobra szkoła w kontaktach miedzyludzkich.
Szczególnie w kontaktach.... woman for women!


PS. Żadne z moich stwierdzeń czy cytatów nie odnosiło się w rzeczy samej do konkretnych osób czy komentarzy. Temat posta zrodzil się z okazji  tzw. Święta Kobiet ;-)
Bądżmy dla siebie bardziej wyrozumiałe, milsze, aczkolwiek  zawsze szczere!!!!
Wszystkiego dobrego Drogie Panie!!